|
rok:
1996 format: A4 / gruba na jeden palec oprawa: tektura, sznurek + pudełko ze sklejki papier: gruby, żółtawy albo szaroniebieski język: polski nakład otwarty: dotychczas zrobiłem 20 egzemplarzy Zaczyna się tak: “Na imię mi Sabina. Mam niespełna dwa miesiące i doszłam (a może raczej doniesiono mnie) do wniosku, że najwyższy to czas, by zacząć pisać mą tajną kronikę. Decyzję podjęłam gdzieś w połowie drogi między długim nosem Mamusi, a lekko zmierzwioną czarno-siwą brodą Tatusia. Upewniłam się co do tej decyzji już leżąc w koszu, gdzie rodzice pozostawili mnie na pastwę pięknego, oszałamiająco pięknego poranka, sami zaś zajęli się sobą grzesząc okrutnie. Oczywiście dlatego, że nie wstali natychmiast i nie poszli podziwiać lśniących pajęczyn oblodzonych gałązek, delikatnych mgiełek, tysiącznych iskrzeń i odcieni różowawo płonących niebieskości.” Nie wiadomo jak się skończy. Po jednej stronie poezja naszego życia. Po drugiej - proza. Litery i obrazy. Dookoła margines-palimpsest. A na marginesie komentarze. Wszystko naraz. |