|
Pusta
strona
Podobno pustka wcale nie jest pusta. Podobno pustka jest pełna. Pełna jest przeróżnych potencjałów, fluktuacji, zmarszczek, drgnień, wibracji i czegoś tam jeszcze. W tej części świata, w której zdarzyło mi się urodzić i gdzie żyję pustka uważana jest za coś okropnie paskudnego. Pustka jest nihilistyczna. Pustka pełna jest niecnej nicości. Nasza niechęć do pustki jest tak wielka, potężna i wspaniała, że nie wyobrażamy sobie bez niej życia i dlatego nie możemy wyobrazić sobie także i tego, że pustki może nie być, że jej nie ma, że jest w niej coś a przecież powinno nie być nic. Zawsze przedkładaliśmy to co możemy sobie wyobrazić i co sobie wyobrażamy (i czego może nie być) nad to czego nie możemy sobie wyobrazić (a co może być). Czytam książkę. Powieść. Ładne, kieszonkowe wydanie. Naprawdę kieszonkowe. A6. Można ją wziąć wszędzie ze sobą i czytać w każdym miejscu. Literki wyraźne. Lekkie. Czytelne. Nieagresywne. Biel i szarość w dobrych proporcjach. Biel? Ten papier nie jest biały - to znaczy nie jest jakimś archetypem bieli, na pewno nie taki papier mamy na myśli mówiąc "zbladł jak papier", choć może właśnie ten papier bliższy byłby odcieniowi skóry na pobladłej twarzy. Książka ma już ponad dwadzieścia lat, więc strony lekko pożółkły, szczególnie na krawędziach. Nie tylko z powodu wieku. Takiego papieru używano wtedy tutaj do drukowania książek, papieru niezbyt dobrej jakości. Ta książka nie jest wyjątkiem od reguły. Powierzchnia kartki nie jest gładka. Widać to nieuzbrojonym okiem, czuć to pod palcami: delikatną szorstkość, chropowatość, drobinki czegoś tam ..... Nie twierdzę, że ta zgrzebność jest niemiła. Lubię ją, nadaje ona papierowi pewien charakter, czyni go bardziej "emocjonalnym". Myślę, że inni czytelnicy też go lubią. Zakładając, że go zauważyli. Przecież dla prawie wszystkich czytelników to jaki papier został użyty nie ma znaczenia. Dla normalnego czytelnika papier nie jest istotny. Zmiana papieru niczego w książce nie zmienia - tak myśli czytelnik i tak myśli pisarz. Istotny dla książki jest tekst, narracja, fabuła, język (ten mówiony-pisany). Tak, to jest istotne. Papier nie. Istotne jest to co się pisze, a nie to na czym się pisze. Czyżby? Bezczelnie ośmielę się zaprzeczyć, choć moja bezczelność pełna będzie delikatności i dręczących obaw. Wyobraźmy sobie tę książkę wydrukowaną na papierze toaletowym. Oczywiście nie tylko rodzaj papieru będzie istotny, ale i kształt książki. Papier toaletowy pocięty w kartki i złożony w formę kodeksu nie wzbudzi takich skojarzeń jak w rolce. Prawdopodobnie w przypadku tej książki taki eksperyment wzbudziłby jedynie lekkie zdziwienie. Wyobraźmy sobie jednak Deklarację Niepodległości albo Biblię albo Koran wydrukowane w taki sposób! Ze względu na swoje przeznaczenie i oczywiste skojarzenia papier toaletowy należałoby uznać za przypadek ekstremalny (oczywiście tam gdzie jest on znany i używany). Wyobraźmy sobie więc inne „charakterystyczne” papiery: szarobrązowy papier do pakowania, kalkę, papier czerpany, błyszczący papier kredowy ...... To interesujące, że zwykły, przeciętny tego kraju potrafi odróżnić kilka „emocjonalnych” kategorii papieru: elegancki, szlachetny, pakowy (czyli dosyć ordynarny, który jednak w pewnych sytuacjach może być postrzegany jako niezwykle szlachetny i wyrafinowany), agresywny, delikatny, brzydki (nie tyle brzydki sam w sobie, ile będący symbolem złej jakości, jak papier „gazetowy” w tym kraju dwadzieścia, trzydzieścia lat przed napisaniem tego traktatu), bogaty i cenny, mierny i mizerny ..... Tak, to bardzo chaotyczna klasyfikacja, przypadkowa i nie oparta na żadnych badaniach. Nie wiem, czy gdziekolwiek były przeprowadzone jakiekolwiek badania dotyczące tego zjawiska. Prawdopodobnie należy ono do zjawisk tak oczywistych, że aż (w głębokim przekonaniu wszystkich) nie istniejących – to interesujące, że ludzie dobrze wiedzą, „instynktownie” rzec by się chciało, kiedy mogą i powinni użyć taki lub inny rodzaj papieru. Mogę tylko przypuszczać, że w innych krajach inni ludzie również potrafiliby rozróżnić kilka „emocjonalnych” kategorii papieru, zapewne innych i inaczej zhierarchizowanych. Świadom jestem też tego, że taka klasyfikacja opiera się głównie, choć nie tylko, na relacjach funkcjonalnych i symbolicznych danego papieru, te zaś są określone przez kulturę i tradycję (należałoby jednak zapytać dlaczego ten rodzaj papieru został wybrany dla tych właśnie funkcji i w tym właśnie celu – jego fizyczne właściwości nie byłyby jedyną odpowiedzią na to pytanie). Rozważania te nie są jednak bardzo istotne dla tego traktatu, dlatego nie będę się w nie zagłębiał – wszak to ma być i jest traktat o książkach, nie o papierze. Istotny natomiast jest fakt, że „nieistotność papieru” ma poważne ograniczenia, gdyż papier czasami jest istotny. Czasami? Często? Czy zawsze? To bardzo dobre pytanie – pytanie o granice istotności i nieistotności. Lecz zanim ktoś zacznie książkę czytać, ktoś musi tę książkę napisać. Nie będzie istotne w tym momencie, czy pisarz pisze piórem lub ołówkiem na papierze czy też stuka w klawiaturę a literki pojawiają się na ekranie monitora. Istotne jest to, czy pisarz myśli o tym na czym pisze, a przede wszystkim czy myśli o tym, na czym potem będzie jego książka wydrukowana – bo może nie będzie, może zostanie na ekranie monitora; wtedy też istotne jest to, czy on o tym myśli i czy to przewiduje i bierze to pod uwagę i stara się do tego dostosować i wykorzystać to i zrobić z tego użytek czyniąc z tego dodatkową wartość. Ekran ma swoje problemy, papier ma swoje, a drewno czy kamień czy szkło swoje. Istotne jest to, że prawie wszyscy pisarze nie zwracają na te problemy uwagi – te problemy w ogóle nie są dla nich problemami. Myślenie o papierze (chyba że o jego braku, który to brak uniemożliwiałby pisanie) (albo o ekranie) może jedynie przeszkadzać w procesie tworzenia (= pisania, w przekonaniu literatów) książki, lepiej zatem przyjąć, że papier (pod papier możemy podstawić cokolwiek innego na czym akurat pisarz pisałby książkę) jest czymś wręcz nie istniejącym, czymś doskonale obojętnym dla procesu pisania (= powstawania książki – oczywiście w pojęciu tegoż pisarza), w ogóle na niego nie wpływającym. Gorzej, znacznie gorzej, wręcz fatalnie byłoby przyjąć, że czymś równie obojętnym powinna być składnia albo metaforyka albo słownictwo. Mamy zatem wyraźną granicę pomiędzy tym co istotne i nieistotne: papier (lub cokolwiek innego na czym piszemy), litery, linijki, interlinie i wszystkie rzeczy tego rodzaju są nieistotne i bez znaczenia – składnia, morfologia, leksyka, styl i wszystkie rzeczy tego rodzaju są istotne, choć wcale nie takie znowu przepełnione znaczeniem (tak się wydaje bardzo wielu pisarzom i nie tylko; niektórym lingwistom wydaje się, że nie są nośnikiem żadnych znaczeń; zaś przytłaczająca większość użytkowników języka wcale się nad tym nie zastanawia, bo i po co?). I tak jest z punktu widzenia tekstu – tak jednak nie jest z punktu widzenia książki. Tak widzi to literat – liberat nie widzi tego tak. Przede mną biała kartka papieru. Mam napisać powieść. Albo opowiadanie. Albo wiersz. Pogoda piękna. Wychodzę więc i siadam przy stole na tarasie. Odkąd pewnej przedzimowej nocy nadmiar mokrego i przedwczesnego śniegu zawalił wspaniały baldachim z winorośli, taras tonie w słońcu. Kartka świeci ostro i boleśnie. Razi. Poraża. Oślepia. Wycofuję się do pracowni. Kartka gwałtownie gaśnie. Teraz jest prawie szara, jakby pokryta popiołem ..... O czym będzie ta powieść, to opowiadanie, ten wiersz ..... ta książka: o iluminacji? o mistycznej relacji pomiędzy pisarzem i papierem? Nic się teraz nie dzieje. Chwila spokoju i nieruchomości. Strona (prawie) doskonale czysta. Żadnych plamek, żadnych kropek, żadnych kreseczek. Pusta strona. Pustość (czy może pustka?) strony tuż przed pojawieniem się na niej pierwszego rozdziału. Albo akapitu. Albo pierwszej linijki ....... Ale przecież wiemy, że pustka nie jest pusta (a pustość? pustość też, może nawet tym bardziej pustość). Teraz już wiemy. Kiedyś byliśmy przekonani (a zdecydowana większość ludzi, przynajmniej tu, u nas, ciągle jest o tym przekonana), że pustka naprawdę jest pusta, co znaczyło, że nic w niej nie ma i nic się w niej nie dzieje. Baliśmy się jej i chcieliśmy ją natychmiast czymś wypełnić. Teraz wiemy, że pustka jest pełna przeróżnych energii, potencjałów, fluktuacji, fal i czegoś tam jeszcze. I znowu boimy się i jesteśmy przerażeni. I próbujemy opróżnić pustkę. Jakże bowiem pełnia (pełność) mogłaby zaistnieć, gdyby nie było pustki? ..... Możemy spróbować wyobrazić sobie pisarza piszącego na kartkach zrobionych ze starej gazety albo ze starego notesu – coś w rodzaju książki palimpsestowej. A jeśli tak, to znaczy to, że pustka (pustość) nie jest pozbawiona znaczeń, nie jest bez znaczenia. Ani pusta strona. Czym zatem mogłyby być w przypadku papieru te „energie, potencjały, fluktuacje, fale i coś tam jeszcze”, które sprawiają, że może być on pełen znaczeń, chociaż ukrytych i trudno percepowalnych (przynajmniej dla bardzo wielu)? Które cechy (elementy) papieru są potencjalnie znaczące i istotne dla książki? Kolor „Normalny” papier jest biały, a biały to nie kolor, zatem „normalny” papier nie ma koloru, jest bezbarwny – tak myślą o papierze normalni ludzie. Ale nienormalni ludzie myślą nienormalnie i dlatego nie tylko uważąją biały za kolor, ale jeszcze potrafią dostrzec całe mnóstwo odcieni tej białości (czy też bezbarwności). Na przykład podróż na południe. W stronę światła – tam gdzie coraz jaśniej, gdzie coraz większe nasycenie słońcem, gdzie coraz większe kontrasty. Można zacząć od szarych albo szarawych kartek i stopniowo je rozjaśniać. Można dobierać odcień i kolor do pogody albo do stopnia intensywności światła w miejscu na tej stronie opisywanym. Nie mogłem tego zrobić, bo wtedy w kraju w którym żyję nie było kolorowego papieru, a i o biały, o ten normalny bezbarwny, było trudno – musiałem więc jakoś rozjaśniać litery, więc najpierw pisałem na czarno, potem na niebiesko, potem na czerwono i żółto ..... i tak zostało. Na przykład opis szmaragdowej wyspy. Stara ballada mówi o czterdziestu odcieniach zieleni. Zatem niech każda kartka będzie z innego papieru o innym odcieniu zieleni ..... Wtedy czytelnik wędruje przez te zielenie – prawie naprawdę i dosłownie (= bezsłownie), choć odrobinę metaforycznie i metonimicznie. A pisarz? Taką książkę zrobiłem, choć dobór zielonych papierów był dosyć przypadkowy, a niektóre z nich były zielenią aż nadto wyblakłą ..... Na przykład pustynia. Nic nie słyszałem o balladzie lub drapieżnej pieśni, która opowiadałaby o stu odcieniach żółtości-szarości ..... Lecz mogę wyobrazić sobie książkę o kartkach żółtawo-szarawych. I szorstkawych. Miałem kiedyś taki papier – był taki, bo był podłej jakości. Ale skończył się. Teraz muszę umieszczaść szare literki na żółtawym tle usypywanym przez drukarkę z malutkich kropeczek. Powierzchnia i faktura Normalni ludzie zwykli mówić: im gładszy papier tym lepszy. Ponieważ wtedy papier jest niemy. A niemy papier nie zakłóci toku opowieści na nim wydrukowanej. Ale nienormalni ludzie odwracają wszystko do góry nogami. Dlatego są nienormalni. Potrafią zrobić ( = wyczerpać) taki papier, który jest tak gadatliwy, że nie potrzeba umieszczać na nim żadnej drukowanej opowieści, gdyż litery, znaki, obrazki, piktogramy tylko zakłócałyby tę wrodzoną ( = wyczerpaną), immanentną opowieść zawartą w takim papierze. Zresztą niekoniecznie opowieść czy historię. To może być przecież wiersz. Albo jakakolwiek narracja ..... Normalni ludzie zapytają: jak czytać takie historie? I co im odpowiedzieć? Trzeba je czytać inaczej. Tak jak się „czyta” pewną opowieść zawartą i przekazywaną przez fakturę farby na płótnie obrazu .... „Nie potrzeba” wcale nie znaczy „nie można” albo „nie wolno”. Można. Tylko to musi być odpowiedni tekst odpowiednio umieszczony. Opowieść równoległa do opowieści papieru. Albo splatająca się z nią. Albo pozostająca w świadomym z nią konflikcie, napięciu, kontrapunkcie. Możliwe są najprzeróżniejsze warianty. Możliwe są setki rozwiązań i sytuacji pośrednich między papierem ( = podłożem) doskonale niemym i zbyt gadatliwym. Ja nie czerpię papieru. Namawiano mnie do tego. Kiedyś miałem koło domu wspaniałe pole pokrzyw. Mógłbym zrobić papier pokrzywowy. Mógłbym też zrobić papier jabłkowy, bo mam bardzo dużo starych jabłoni w sadzie – papier skórkowo-miąższowo-pestkowy. Jednak nie zrobiłem, ani nie robię. Nie dlatego, żebym nie cierpiał czerpać. To piękne zajęcie. Na propozycję czy też sugestię, że mógłbym czerpać wykrzyknąłem: tego tylko brakowało! Lecz może rzeczywiście brakuje. Skoro projektuję czcionki specjalnie na użytek danej książki (ostatnio nawet wyciąłem litery w drewnianych klockach i odbijałem je jak pieczątki), to mógłbym zaprojektować i zrobić papier. Może kiedyś to zrobię. A jeśli nie będę zbyt wyczerpany, to może zrobię też drukarkę, atrament i komputer ..... O nie, tego nie muszę robić. To są narzędzia. Ale atrament? Czy ja wiem? Atrament jest nie tylko narzędziem ...... Wróćmy jednak do tego na czym piszemy i drukujemy. Widziałem kiedyś książkę, gdzie na każdej kartce wydrukowana była tylko nazwa wielkiej rzeki zaś papier miał w sobie domieszkę mułu zaczerpniętego z tej rzeki. Na pewno mógłbym gdzieś zobaczyć książkę, w której na kartce z zatopionymi w papierze płatkami róży umieszczono wiersz o róży. Ktoś mógłby oburzać się na zbytnią, wulgarną wręcz dosłowność. Mógłby protestować. Dramatycznie krzyczeć, że to śmierć metafory ..... A może właśnie o to chodzi, by wreszcie wydostać się z więzienia metafory? Oby tylko nie wpaść do jeszcze głębszego lochu. Niemniej to bardzo interesująca droga: => słowność => dosłowność => bezsłowność => ? Kształt i wymiary Kartka papieru może mieć dowolny kształt. Tak oczywiste stwierdzenie może jednak brzmieć szokująco. Przecież maszyny drukarskie i introligatorskie i edytory tekstu rozpoznają i akceptują tylko prostokąty. A w ślad za tym pierwszym stwierdzeniem idzie następne: książka może mieć dowolny kształt. Raczej: mogłaby. Bo prawie nikt nie będzie tak szalony, żeby wydać w dużym nakładzie książkę okrągłą. Chyba, że będzie to książeczka dla dzieci. Natomiast poważna książka dla poważnych dorosłych czytelników może być tylko prostokątna (kwadrat jest tylko szczególnym przypadkiem prostokąta). Kiedy zrobiłem książkę trójkątną dla dorosłych i przyszedłem do znajomego introligatora, aby ją obciął, ten przeraził się i krzyknął, że nie będzie pasować do winkla. Jednak udało się ją obciąć. Gdyby jednak była to książka owalna ów introligator nawet by nie krzyknął, może tylko uśmiechnąłby się pobłażliwie i bezradnie. Musiałbym chyba zamawiać gdzieś jakieś specjalne wykrojniki, albo konstruować specjalną maszynę. Książka może też mieć dowolne wymiary. A zatem i kartka może mieć dowolne wymiary. To raczej nie wzbudza żadnych sensacji i nieufności. Są przecież książki maluteńkie, małe, średnie, duże i ogromne. To samo jest z kartkami. Lecz kartki różnych rozmiarów w jednej książce – o! to już wywołałoby zaniepokojenie. Choć przecież zdarza się, że w książce są strony rozkładane. A jeśli rozkładane to i zagięte. Ale zagięte w połowie. Bo przecież nie z pozaginanymi rogami. A tym bardziej pogięte! Kartki mają być płaskie! Idealnie płaskie ..... Opisywanie jest rzutowaniem wielowymiarowego świata na taką idealnie płaską dwuwymiarową płaszczyznę, a książka jest zbiorem takich odwzorowań. Tak myślą normalni ludzie i myślą, że takie odwzorowanie jest najlepszym i jedynym możliwym odwzorowaniem, a w związku z tym jak najbardziej normalnym i naturalnym. To dziwne zważywszy całkowitą umowność i nienaturalność takiego rozwiązania. ..... Chociaż nie powinno to dziwić. Większość rzeczy normalnych jest ze swej natury nienormalna. Jak zatem nienormalnie opisać ogromną, kosmiczną katastrofę na jednej stronie? Można tę stronę (tę kartkę) podrzeć, zmiąć, przedziurawć i taką wmontować do książki. Co to będzie: opis? przedstawienie? jakiego rodzaju odwzorowanie katastrofy to będzie? Cóż to za katastrofa będzie dla moich wychowawców wpajających mi niechęć i odrazę do pozaginanych rogów. Lecz można też wziąć nożyczki i wyciąć coś w kartce. Można zrobić nożem szczelinę. Po to by widać było coś spod spodu. Lub po to by przepuścić przez szczeliny i wycięcia światło po to by światło i cień opowiadały inną historię, równoległą lub przecinającą. A tektura falista? Prosty tekst w prostych linijkach na falistym falującym podkładzie ..... A papier o chaotycznej gruboziarnistej fakturze z intruzjami roślinnymi, szmacianymi, drewnianymi, jakimikolwiek? I skomplikowany tekst kluczący wijący się próbujący znaleźć wyjście z labiryntu wyboistej powierzchni strony-drogi ..... A tłoczenia? Litery-wyrazy-zdania wklęsłe i wypukłe? ...... A kartki świadomie zginane, tworzące korytarze, ulice, podwórza, doliny, góry, dziedzińce? Grubość – cienkość – wiotkość – sztywność Wyobrażam sobie książkę, której pierwsza kartka jest gruba i sztywna, bardzo gruba i bardzo sztywna. Każda następna kartka jest troszeczką cieńsza, a zatem i troszeczkę wiotsza. A ta ostatnia jest już tak cienka i tak wiotka jak delikatna poranna lub wieczorna mgiełka, jak sfumato ...... Jaką historię umieścić na takich stronach? O kimś-czymś odchodzącym we mgłę, rozpuszczającym się, znikającym w otaczającym świecie? Przezroczystość Dlaczego kartki są nieprzezroczyste? Podobno po to, aby prześwitujący spod spodu tekst nie przeszkadzał w czytaniu tekstu na wierzchu. Po to by nie zakłócać linearności czytania, sekwencjonalnego poznawania opowieści, by czytać po kolei a nie naraz ...... A dlaczego? Dlaczego by nie czytać kilku zdań naraz? Dlaczego jedna opowieść nie miałaby być tylko częściowo przesłonięta przez inną? Dlaczego nie miałaby wyłaniać się z niej jak z mgły? Jak uczy doświadczenie licznych papierników, drukarzy i artystów książki litery (czyli także wszelkiego rodzaju znaki drukowane na papierze) mogą być nie tylko na papierze, lecz także w papierze. Można je w nim zatapiać. Można by je nakładać na siebie każdy tekst (czy też cokolwiek innego) zatapiając na inną głębokość i tworząc w ten sposób tekstowe laserunki (czy laserunki tylko grafemowe czy też morfemowe i sememowe?) ..... Niech by tekst lśnił i świecił swym czarnym światłem przez białawą mgłę myśli-papieru .... Dźwięki Papier szeleści. Wszyscy o tym wiedzą. Różne papiery różnie szeleszczą. O tym też chyba wszyscy wiedzą. Gdyby zatem książka szeleściła nie przypadkowo, nie byle jak, lecz w sposób przemyślany. Gdyby szelest kartek zakomponować. Gdyby to było opowiadanie o tym jak ktoś idzie przez park, a kartki szeleściłyby niczym suche liści zaścielające aleję ...... A przecież nie tylko papier wydaje dźwięki. Nie tylko papier gra ..... Zapach Wiem, że różne rzeczy różnie pachną. Wiem, czytałem o tym, słyszałem o tym. Nigdy tego jednak nie poczułem, bowiem mój nos jest .... (no właśnie jaki: ślepy i głuchy na zapachy czyli jaki? dlaczego nie ma takiego słowa? bo to bardzo rzadka przypadłość? tak rzadka, że nie warto było trudzić się tworzeniem takiego słowa?) Więc proszę mi wybaczyć, że niczego nie potrafię sobie wyobrazić. (A skądinąd to bardzo ciekawe, że wyobrażenia mogą wyrastać tylko na glebie doświadczeń.) Czy to wszystko o papierze? Z pewnością nie. Niemniej jednak chyba wystarczająco dużo. Powtarzam, że to nie ma być traktat o papierze, lecz o książkach. A nawet nie o książkach, tylko o liberaturze. Czyli o pewnym trochę innym sposobie myślenia, innym wyobrażaniu, innym odwzorowywaniu, innym widzeniu. Zresztą to niekoniecznie musi być papier. Przyzwyczailiśmy się chyba aż nadto, że to musi być papier. Nasze domowe drukarki nie potrafiłyby wydrukować niczego na drewnie albo kamieniu. A nie zawsze i nie wszędzie książki robiło się z papieru. To chyba wszyscy wiedzą, lecz chyba wszyscy o tym zapomnieli. Prawie wszyscy. Lecz na pewno wszyscy producenci domowych drukarek. Któż by chciał drukować na suchych liściach albo zwitkach kory brzozowej? Ja bym czasami chciał. Bo mogę sobie wyobrazić taką książkę, której każda kartka byłaby zrobiona z innego materiału ..... I teraz to samo co napisałem o papierze mógłbym i powinienem napisać o kamieniu, drewnie, pergaminie, plastiku, polerowanej glinie, porcelanie, metalu i czymś tam jeszcze. Nawet o powietrzu i wodzie. Jest taka książka, w której na żadnej z kilku kart nie ma ani jednego słowa (może szkoda), za to ostatnia z tych kart jest bardzo płaską gablotą wypełnioną powoli przesypującymi się ziarenkami – nie układają się one jednak w żadne słowo, w żaden znak (może nie szkoda). Pamiętaj, pamiętaj! To na czym piszesz, to na czym drukujesz może być bardzo istotne. I powinno być przedmiotem twojego zainteresowania. I nie może być przedmiotem twojej nieuwagi. Pamiętaj, że wszystko znaczy. Tu nie ma rzeczy nie znaczących. Tu – w liberaturze. <<< |